Ponieważ jak się spodziewałem (jednak) apgerjd stronki z moimi dzwiękomaniakalnymi notkami się przedłuża, to zegar wciąż tyka, Ziemia kręci się w tą co zawsze a dźwięki w próżni zawieszone nie są. Przez te czternaście pierwszych dni 2011-go kilka produkcji weszło z kopa, razem z drzwiami do moich playlist youtubowo-winampowych.
No to ognia:
O tak! czekam czekam czekam:)
Mam nadzieję, ze już niebawem (tj. początek lutego) wszystko ruszy tak jak trzeba;)
Póki co pozostaje mi last.fm i facebook.
Nadejszła. Siet! Nie przepadam za nią. Czapki, szaliki, mniej miejsca w autobusach, zamarzające gile, 'parujące' okulary...i mógłbym tak marudzić i marudzić, ale starczy;)
Ostatnio mam dobrą rękę do tego by w odpowiednim miejscu kliknąć, w odpowiednie miejsce zajrzeć i poświęcić odpowiednią ilość czasu by spokojnie odsłuchać. Jest zimno, a muzyka pomaga.
Dziś z rana zaskoczyły mnie te sympatyczne dźwięki okraszone jeszcze sympatyczniejszym wokalem, którego posiadaczką jest Kathrin deBoer, która ma za sobą współpracę m.in z Bonobo, DJ Vadim'em czy Aaronem Jerome.
Na dziś pięć zacnych nut pełnych jesiennej melancholii, z racji niedzieli - leniwych, pięknych. Wyłapane podczas przesłuchiwania playlisty, w sam raz do herbaty i ciastka.
Co tu zrobić by zasypiając obudzić się we wtorek...?